Dziś historia z życia zaczerpnięta. Oczywista oczywistość, rzec by się chciało. Ale właśnie takie oczywistości potrafią nas czasem najbardziej zaskoczyć...

- Jesteś praworęczna i prawonożna, w ogóle prawostronna - powiedział fizjoterapeuta trzy sekundy po tym, jak zaległam na stole do masażu, przy którym madejowe łoże jawiło mi się niczym leżaczek nad morskim brzegiem.
Owszem, jestem. Do bólu (tym razem dosłownie). Jedyna rzecz, którą wykonuję lewą ręką to odkręcanie słoików. A, i czasem lewą ręką trzymam telefon przy uchu - bo jestem praworęczna i w tym czasie mogę angażować prawą rękę do bardziej precyzyjnych zadań, jak pisanie, mieszanie kawy czy choćby podlewanie kwiatów.  
Po czym poznał? Ano po tym, że mięśnie prawej strony mojego ciała są zdecydowanie bardziej rozbudowane, niż mięśnie strony lewej. Na pierwszy rzut oka - zwłaszcza jeśli rzuca nim "niefizjoterapeuta" - tego nie widać. Ale jeśli zerkniemy uważniej, to okaże się, że osoby z zaburzeniami mięśniowymi można czasami „wyłapać”, oceniając ich postawę ciała. Wiele osób ma tendencje do tzw. postawy zamkniętej sylwetki, czyli lekki garb, zrotowane barki, co jest konsekwencją przykurczonych mięśni piersiowych, naramiennych, a osłabionych mięśni grzbietu

Niezależnie od tego, czy widać, czy nie widać - ciało to czuje, ponieważ taka dysproporcja powoduje  dysbalans mięśniowy. Ten z kolei przyczynia się do powstawania różnych dolegliwości.

Czym dokładnie jest dysbalans mięśniowy? Gdy jeden z mięśni lub grupa mięśni jest znacząco silniejsza, niż antagonista (czyli mięsień przeciwstawny), wtedy właśnie mamy do czynienia z dysbalansem. 

Już w latach 90tych magazyn Sports Medicine opublikował artykuł, w którym wskazano, że zawodnik, u którego różnica elastyczności mięśni stawu biodrowego wynosi więcej niż 15%, jest ponad 2,5 krotnie bardziej narażony na urazy. Ale nie tylko osoby trenujące narażone są na kontuzje. Około 65% wszystkich urazów, czyli również tych wynikających z życia codziennego, spowodowana jest przeciążeniem narządu ruchu. Do przeciążeń doprowadza powtarzanie danego wzorca ruchu, za który odpowiadają źle zbalansowane grupy mięśniowe.

Cóż to oznacza w praktyce? 
Codziennie wykonujemy te same czynności i codziennie wykonujemy je tak samo, "na tę samą stronę". W tej samej - najczęściej nieprawidłowej - pozycji pracujemy przy komputerze, trzymamy telefon tą samą ręką, albo jeszcze gorzej - barkiem, przy tym samym uchu, nosimy dziecko na tym samym biodrze, dźwigamy siatkę z zakupami w tej samej ręce, a plecak na tym samym ramieniu, etc. Nasza prawo- lub lewostronność powoduje, że częściej, a czasem wyłącznie, angażujemy do pracy tylko jedną stronę naszego ciała. Tym samym - angażujemy tylko wybrane grupy mięśniowe.

Ten sam schemat powielamy w sporcie. Ile razy w życiu widzieliście, żeby tenisista, bejsbolista czy szermierz zmienił rękę w trakcie rozgrywki? Na pewno ani razu. I najpewniej nie pomyślał o tym, żeby podczas treningu skupić się bardziej na ręce słabszej - raczej wciąż pracuje nad dominującą, bo to ona jest zaangażowana w trzymania "narzędzia" i operowanie nim.
Również pasjonaci wyciskania sztangi na ławeczce padają ofiarami swoich treningów, gdyż zdarza im się pomijać ćwiczenia rozwijające mięsień najszerszy grzbietu.
W sporcie ten problem w ogóle jest powszechny i występuje wśród zawodników niemal każdej dyscypliny - nawet kolarzy. 


Dysbalans wiąże się z biomechanicznymi zmianami pracy ciała, a jednak to pojęcie relatywnie rzadko obija się o nasze uszy. Częściej poznajemy nomenklaturę dolegliwości, które są jego pośrednią czy bezpośrednią konsekwencją. Zapalenie ścięgna Achillesa nie brzmi już tak obco, prawda?

Jak się uchronić przed dysbalansem? Jeśli nie jest on konsekwencją choroby (wywołuje go np. skolioza), należy po prostu... łapać balans.
Zupełnie serio - cały sekret tkwi w utrzymywaniu naszych mięśni w stanie równowagi. Zmieniajmy rękę "od telefonu", mieszając ciasto - przełóżmy mieszadło do drugiej ręki, sadzajmy dziecko raz na jednym, raz na drugim biodrze. Układając trening sprawdźmy pary grup mięśniowych, abyśmy mogli "dać kontrę" dla wykonywanego ćwiczenia.

Obie strony naszego ciała muszą być równomiernie obciążane, aby nasze mięśnie rozwijały się i wzmacniały symetrycznie. Ludzki organizm to „sieć naczyń połączonych”, a połączone są one m.in. przez taśmy powięziowe, dlatego jeśli w jednym miejscu mięsień będzie osłabiony, a w drugim zbyt mocno rozwinięty i za silny, spowoduje to kompensację na obszarach oddalonych od miejsca „problemu”, często kompensacją patologiczną.
 

Jeśli trenujecie bardzo ważne jest uwzględnienie ruchów dnia codziennego w treningu siłowym, czyli uwzględnienie w treningu siłowym tych partii ciała, które na co dzień pracują najmniej i pracowanie nad nimi.  

 

Kolejnym istotnym elementem jest autorelaksacja mięśni, stretching, rolowanie.

 

Aby skutecznie zredukować dysbalans mięśniowy i zapobiegać jego powstawaniu należy pamiętać o wszystkich powyższych zaleceniach - wybranie jednej z tych opcji nie rozwiąże problemu.



A teraz zachęcam wszystkich do krótkiej analizy swojego dnia i wprowadzenia korekty.
Bo jak nie będziecie o to dbać, to skończycie na madejowym łożu, jak autorka niniejszego artykułu...

;) 







Źródła:
doświadczenia empiryczne, rehastudio.pl,  poradniki.zgora.pl, velolab.pl, sfd.pl,