Z Krajem Kwitnącej Wyspy kojarzy nam się przede wszystkim sushi, kimono i wszechobecne ukłony.
Młodsze pokolenie kojarzy też pokemony i mangę.
Pokolenie aktywnych zawodowo powinno natomiast kojarzyć karōshi – czyli śmierć z przepracowania.

Karōshi nie jest jednostką chorobową czy nawet oficjalnym terminem medycznym. Słowo to oznacza po prostu śmierć w wyniku przepracowania i chronicznego stresu. Oczywiście bezpośrednią przyczyną zgonu są najczęściej zaawansowane choroby układu krążeniowo – sercowego: mieszanka nadciśnienia i miażdżycy z przepracowaniem i chronicznym stresem stanowią śmiertelną kombinację…

Oczywiście Polska nie jest jeszcze drugą Japonią, jednakże warto zwrócić uwagę na fakt, że w życiu zawodowym zmierzamy właśnie w tym kierunku. Nie tylko „rekiny biznesu” – właściciele, prezesi czy członkowie zarządów, ale również – czy nawet przede wszystkim, kadra managerska średniego szczebla to grupy najbardziej narażone na silny stres i przepracowanie.

 

PRACA, PRACA, PRACA…

W czasach „przedinternetowych” i „przedkomórkowych” praca była w pracy – w domu był dom. Taki system obowiązywał większość grup zawodowych.
Koniec pracy oznaczał jej faktyczny koniec, a nie przeniesienie jej na grunt prywatno – domowy.
Obecnie większość osób w pracy przebywa niemal non-stop. Jeśli nie ciałem – to duchem.

Jesteśmy dostępni pod mailem, dostępni pod telefonem, staramy się być dyspozycyjni o każdej porze. To sprawia bowiem, że jesteśmy postrzegani jako profesjonalni, odpowiedzialni, zaangażowani. Nie odmawiamy w obawie o to, że stracimy zlecenie, zaufanie, okazję do zabłyśnięcia.
To też buduje w nas na początku - jakże fałszywe – poczucie „ważności”.

Nikt tego nie załatwi – tylko ja.

Na mnie spoczywa odpowiedzialność.

Tylko ja dam sobie z tym radę, nikomu innemu nie można było powierzyć takiego zadania.

XY ma wszystko w nosie i o 17:00 gra w tenisa, a ja jestem poważny / odpowiedzialny / bardziej ambitny – załatwię to.  

 

 I w ten sposób brniemy. Brniemy w przepracowanie, przeładowanie zadaniami, stres związany z ich realizacją. Zaczynamy pracować po godzinach – kosztem czasu wolnego, rodziny, przyjaciół, snu.
A gdy śpimy – śnimy o pracy.
I nagle – jest. Wyhodowaliśmy sobie prawdziwy pracoholizm. Zupełnie niechcący i jakby mimochodem.
Ale już nie możemy „odkleić” się od ekranu komputera czy odłożyć telefonu po godzinie 17:00.

Najsilniejszy stres pojawia się na urlopie – jeśli w ogóle obowiązki pozwalają się nam na niego wybrać. Na urlopie bowiem rodzina oczekuje aktywnego udziału w urlopowaniu, a pracoholik – cóż. Jest w pracy jeszcze bardziej niż zwykle.
Jest zestresowany jeszcze bardziej niż zwykle.
 

Do powyższego obrazka dochodzi niewłaściwa dieta, brak ruchu czy używki, uśmierzające „ból istnienia”, pomagające rozładować napięcie czy dające energetycznego kopa, gdy organizm nie daje już rady.

Wydaje się to mocno przekoloryzowane?
Błąd. W rzeczywistości to wszystko jest dużo bardziej skomplikowane, poważne, przygniatające.  

W rzeczywistości wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo stres związany z pracą odbija się na ich zdrowiu. Dopiero, gdy dostają ostrzeżenie w postaci zasłabnięcia, ataku wrzodów żołądka czy zawału uświadamiają sobie wagę problemu.

Inni nie mają okazji niczego już sobie uświadomić.

 

WORK-LIFE BALANCE

Koncepcja work-life balance, czyli zachowania równowagi pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym narodziła się na przełomie lat 70-tych i 80-tych w odpowiedzi na pojawienie się takich problemów społecznych, jak pracoholizm czy wypalenie zawodowe.   

 Jak powinien taki zrównoważony system wyglądać? Odpowiedź na to pytanie daje w pewnym stopniu artykuł „10 przykazań Work Life Balance” autorstwa Beaty Boruckiej, zamieszczony w portalu ww.hrnews.pl:

   „1.  We wszystkim co robię zachowuje umiar i rozsądek

    2.  Szanuję i słucham odczuć moich bliskich

   3. Rozmawiam o pracy w domu

   4.  Dotrzymuję obietnic złożonych bliskim

   5. Dom i bliscy są dla mnie ważni także w godzinach pracy

    6. Poświęcam pracy tyle czasu, ile akceptują moi bliscy

    7. Wyjazdy służbowe są elementem mojej pracy

    8. W domu prowadzę tylko rozmowy służbowe tego warte

    9. W pracy prowadzę rozmowy prywatne, z zachowaniem umiaru

   10. Poświęcam czas w dni wolne na pracę, gdy wymaga tego sytuacja

 

Niestety, choć założenia WLB są niezwykle przejrzyste w teorii – w praktyce nadal z trudem przychodzi nam ich realizacja. Właściwe balansowanie czasem, gdy mamy huk pracy – a doba wciąż ma tylko 24 godziny – jest jednak trudną sztuką. Sztuką niemożliwą do opanowania, jeśli nasz umysł jest wciąż zestresowany…

MAŁYMI KROCZKAMI…

Stare przysłowie głosi, że nie od razu Kraków zbudowano.
Równowagi również nie złapiemy od razu – należy robić to małymi kroczkami.

Od czego zacząć?

Oczywiście od opanowania chaosu – czyli od zapanowania nad stresem i nauczenia się zarządzania nim.
Dopiero wtedy ze spokojną głową, będziemy mogli zacząć stopniowo wdrażać zmiany do naszego życia.

 

PS.

Szacuje się, że rocznie śmierć w wyniku przepracowania i chronicznego stresu ponosi ok. 10.000 Japończyków.
Przypadki karōshi zdarzają się na całym świecie – również w Polsce, choć najczęściej nie zostają zdiagnozowane jako takie czy, jeśli są aż nadto oczywiste, zostają „zamiecione pod dywan”.

 

 

Źródła:

Wikipedia, polki.pl, obserwatorpolityczny.pl, infopraca.pl, hrnews.pl, kadry.abc.com.pl., opracowania Casada International GmbH,